Film absolutnie genialny w warstwie dialogowej! Świetnie wymyślone i poprowadzone role głównych bohaterów. Do tego patriarchalna niepoprawność polityczna i dramat gęsi z jednej strony uzależnionej od stanu uwięzienia, z drugiej - ciekawej świata po drugiej stronie krat. Dagur Kári nie spuszcza z tonu...
Jacques, główny bohater, poświęcił swoje życie prowadzeniu baru. To ważne, że akurat właśnie baru, a nie kawiarni, bistra czy restauracji. Bar to miejsce dla mężczyzn. Prowadzenie baru to skomplikowana i złożona filozofia życia. Kobietom wstęp wzbroniony! Poznajemy Jacques'a w chwili jego kolejnego zawału wywołanego... słuchaniem kasety z nagraniem relaksacyjnym. I już wiadomo, że coś jest na rzeczy. Jacques to nerwus, złośnik i raptus. Jest potwornie arogancki, wulgarny, nienawidzi ludzi, nie obsługuje klientów z ulicy, w chwilach podenerwowania wytyka swoim przyjaciołom w dość niewybredny i dosadny sposób komunistyczną przeszłość lub homoseksualną orientację.
Jacques poznaje w szpitalu bezdomnego Lucasa, młodego niedoszłego samobójcę. Jakże strasznie się wścieka, kiedy ten wychodzi wcześniej. Wykrada z kartoteki informacje o pacjencie i postanawia go odszukać. Udaje mu się to! Wkrótce potem okazuje się, że Lucas jest bohaterem wielkiego planu Jasques'a - ma przejąć bar oraz ożenić się z córką jego najlepszego przyjaciela, która mieszka na drugim końcu świata i ma dziewięć lat. Wszystko może nawet by się udało, bo Lucas posłusznie godzi się na nowe ubrania, nową fryzurę, uczy się fachu, stara się wykrzesać z siebie odrobinę szorstkości dla pijanych klientów, podczas gdy zupełnie nie jest to w jego stylu, lecz pewnej nocy próg b a r u przekracza zapłakana kobieta. Prosi Lucasa o kieliszek szampana, podczas gdy tym alkoholem świętuje się przecież tylko i wyłącznie sukcesy sportowe oraz pyta go, czy mógłby ją przenocować, gdyż właśnie straciła pracę stewardessy z powodu lęku przed lataniem...
Wyborny zestaw osobowości, niespotykane nagromadzenie ciętych ripost i naprawdę sporo emocji! Warto w związku z tym wybaczyć reżyserowi dość banalne zakończenie...
Karol Kwiatkowski